Przypadkowa hipotermia rozwija się, gdy temperatura organizmu spada poniżej 35°C. Początkowo organizm ogranicza utratę ciepła i zwiększa jego produkcję, m.in. poprzez zwężenie naczyń krwionośnych i drżenia mięśni. Przy dalszym wychładzaniu mechanizmy te stają się niewystarczające. Dochodzi do spowolnienia metabolizmu, pogorszenia świadomości, a serce staje się coraz bardziej podatne na zaburzenia rytmu i zatrzymanie krążenia [1]. Sposób postępowania z takimi pacjentami od ponad dekady rozwija w Polsce zespół związany z Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej, którego twórcami byli prof. dr hab. n. med. Tomasz Darocha i dr hab. n. med. Sylweriusz Kosiński. Doświadczenia polskich specjalistów znalazły się w opublikowanym w 2026 r. w „Nature Reviews Disease Primers” obszernym opracowaniu dotyczącym przypadkowej hipotermii. Pierwszym autorem publikacji jest prof. dr hab. n. med. Tomasz Darocha, a wśród polskich współautorów znaleźli się także dr n. med. Konrad Mendrala, dr n. med. Michał Pluta, dr hab. n. med. Paweł Podsiadło, prof. UJK, oraz dr hab. n. med. Sylweriusz Kosiński [1].
Prace nad systemowym leczeniem głębokiej hipotermii rozpoczęły się w Polsce w 2013 r. Wcześniejsze badania polskiego zespołu wskazywały, że skala problemu była niedoszacowana, a rozpoznawanie i leczenie znacznie różniły się między placówkami. W analizie obejmującej dane z 42 szpitalnych oddziałów ratunkowych częstość przypadkowej hipotermii oszacowano na około pięć przypadków na 100 tys. mieszkańców rocznie. W 3/4 analizowanych przypadków hipotermia nie została jednak uwzględniona w końcowym rozpoznaniu za pomocą odpowiadającego jej kodu diagnostycznego [2]. Odpowiedzią było stworzenie systemu, który łączy postępowanie na miejscu zdarzenia, transport oraz leczenie w wyspecjalizowanym ośrodku. Przygotowano algorytmy dla ratowników i lekarzy oraz szkolenia dotyczące rozpoznawania i leczenia wychłodzenia. Według danych przedstawionych przez portal Nauka w Polsce szkolenia internetowe ukończyło blisko 50 tys. osób, a stacjonarne – około tysiąca ratowników i lekarzy [3].
W ciężkiej hipotermii samo ogrzanie pacjenta kocami lub ciepłym powietrzem może być niewystarczające. Dobór metody zależy od temperatury centralnej, stanu układu krążenia i świadomości oraz obecności zatrzymania krążenia. Stosuje się ogrzewanie bierne, aktywne ogrzewanie zewnętrzne i metody wewnętrzne. U części najciężej chorych wykorzystuje się pozaustrojowe wspomaganie funkcji życiowych ECLS (z ang. extracorporeal life support), najczęściej z zastosowaniem pozaustrojowego utlenowania krwi ECMO (z ang. extracorporeal membrane oxygenation). ECMO umożliwia odprowadzenie krwi z organizmu, jej natlenienie i ogrzanie, a następnie ponowne wprowadzenie do układu krążenia. Metoda pozwala jednocześnie wspierać pracę serca i płuc oraz stopniowo podnosić temperaturę ciała. Jest szczególnie istotna u pacjentów, u których w przebiegu hipotermii doszło do zatrzymania krążenia. Głębokie wychłodzenie tworzy przy tym nietypową sytuację fizjologiczną. Spadek temperatury zmniejsza tempo metabolizmu i zapotrzebowanie tkanek na tlen. Dzięki temu część pacjentów może przeżyć długotrwałe zatrzymanie krążenia bez ciężkiego uszkodzenia neurologicznego, o ile możliwe jest skuteczne prowadzenie resuscytacji i ogrzanie organizmu. Autorzy publikacji podkreślają, że większość osób, które przeżywają zatrzymanie krążenia związane z hipotermią, może osiągnąć dobry wynik neurologiczny.
W Polsce leczono również pacjentów z wyjątkowo niską temperaturą ciała. Jednym z najbardziej znanych przypadków był dwuletni chłopiec znaleziony w 2014 r. w stanie głębokiej hipotermii, którego temperatura wynosiła około 12,7°C. Zastosowano u niego pozaustrojowe ogrzewanie krwi. Ważną częścią współczesnego postępowania jest tzw. hipotermiczny łańcuch przeżycia. Obejmuje on ochronę przed dalszą utratą ciepła, ostrożne przemieszczanie chorego, zabezpieczenie oddychania i krążenia, właściwy wybór szpitala oraz metodę ogrzewania dostosowaną do ciężkości stanu. Pacjent niestabilny krążeniowo powinien być kierowany do ośrodka dysponującego możliwością zastosowania pozaustrojowego wspomagania krążenia [1].
Kolejnym etapem ma być zebranie danych dotyczących leczenia pacjentów w polskich szpitalach. Prof. Tomasz Darocha i współpracownicy chcą przeanalizować dokumentację przypadków głębokiej hipotermii z ostatnich 13 lat. Taki rejestr pozwoliłby ocenić skuteczność stosowanych procedur, czas transportu, kwalifikację do leczenia pozaustrojowego oraz wyniki terapii w różnych ośrodkach [3]. Obecnie ogólnopolski rejestr przypadków hipotermii nie istnieje. Oznacza to, że rzeczywista liczba chorych, sposób ich leczenia i wyniki terapii pozostają trudne do oszacowania. Jest to szczególnie istotne, ponieważ hipotermia nie dotyczy wyłącznie wypadków w górach. Może rozwijać się także u osób starszych, przewlekle chorych, znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej lub długo przebywających w niedostatecznie ogrzewanych pomieszczeniach [1, 3].

KOMENTARZE